niedziela, 15 czerwca 2025

Upartość

Upartość to trudna cecha charakteru. Uparciuch, jak się na czymś zatnie, czyli uprze, to będzie w to brnąć nawet wówczas, gdy upartość najbardziej jemu będzie przeszkadzać i szkodzić. Taka to już natura uparciucha. Ponieważ wcześniej lub później, ale jednak refleksja przychodzi, ocknie się, gdy już będzie za późno i gdy nie da się odwrócić tego, do czego doprowadziła upartość.
Ale trzeba wiedzieć, że uparciuch nie za bardzo ma wybór. Jego upartość ma być karą dla innych, ale tak naprawdę najbardziej jest karą dla niego. I nawet gdy cierpi, nie umie, a czasami nie chce odpuścić, więc zapętla się na użalaniu nad sobą. A pomoc nie nadchodzi, tymczasem użalanie może być przez otoczenie kompletnie niezrozumiałe. Tutaj trzeba tylko pojąć, że wystarczy odpuścić upór i wszystko się ułoży. Ale nie, hamulec jest włączony i nie pozwala na ruszenie z miejsca. Upór nie maleje, lecz tylko coraz bardziej narasta. Może nawet osiągnąć wyższy poziom, czyli zacietrzewienie.
W końcu jednak przychodzi zmęczenie materiału, ale ponieważ wszystko to zwykle dość długo trwa, dlatego na ogół nie ma już do czego wracać. Może w ogóle nie było o co i po co walczyć, może można było się dogadać? Ależ nie, oczywiście że nie! Nie, nie, nie! W życiu!
Tak oto, tocząc wewnętrzną walkę z samym sobą, upartość zwycięża i zbiera nikomu niepotrzebne żniwo. Trudno i przykro, a przecież było miło. 

wtorek, 10 czerwca 2025

Życie w wygodzie

Miałem żyć tak, aby nikt nigdy przeze mnie nie płakał. I chociaż z pewnością nie do końca i z wszystkimi mi się to udało, to jednak, bardzo się starając, napotkałem na ludzi, przez których ja płakałem. Tym ludziom pewnie nikt niczego nie wpajał do głowy lub nie wzięli sobie do serca tego liczenia się z bliźnim i dbania o jego interesy, często nawet kosztem swoich spraw. Nie wiem tylko, jak to się stało. Przecież większość ludzi w Polsce została wychowana w wierze katolickiej i takie rzeczy raczej powinni sobie przyswoić. Ale wiadomo jak to jest, teoretycznie można coś wiedzieć, ale w praktyce w ogóle tego nie znać i nie stosować.
Dla wygody innych, którzy nawet nie zauważali i nie doceniali mego poświęcenia, cierpiałem niewygody. Właśnie tak często robią rodzice wobec dzieci, a jak to wygląda u dorosłych, znających się nawzajem, jak też całkiem obcych sobie ludzi? Bywa różnie, już nawet z samymi rodzicami, którzy przecież potrafią nie przejmować się własnymi dziećmi i ich potrzebami.
Dla tych, przez których płakałem, z pewnością nie znaczyłem tyle, ile oni dla mnie znaczyli. Z cudzymi łzami ci ludzie nie umieli lub nie chcieli sobie poradzić, zatem nie traktowali sprawy jak własnej. To po prostu nie był ich problem. Tylko czy aby na pewno? Z pewnością nie zdawali sobie tego typu pytań. Bo i po co? Kosztem innych, żyli w wygodzie, nic nawet o tym nie wiedząc. 

czwartek, 5 czerwca 2025

No to wybrali(śmy)

Dumny naród w środku Europy wybrał swego prezydenta. To o nas – Polakach, i o naszym wyborze, który w pierwszej turze był na tyle bogaty, że pewnie nie jedna osoba patrząc na kartę wyborczą, dziwiła się i zadawała sobie pytanie: Czy to aby na pewno jest ta karta do głosowania? Wszystkich zaskoczyły wyniki, zwłaszcza pozycje numer 3 i 4. Czy to aby na pewno na tych ludzi chciano głosować i zagłosowano? To dziwne, sądząc choćby tylko po tym, co głosili ci ludzie i jak się zachowywali. Wyborcom, czyli tym, którzy głosowali na tych kandydatów, to nie przeszkadzało. A może to był jakiś swoisty bunt, hucpa, jakieś jaja? A co by było, gdyby wszyscy, w ramach żartu i zmęczenia polityką dwóch największych partii od lat siłujących się ze sobą, tak zagłosowali i do drugiej tury przeszliby tylko nacjonaliści? Kogo byśmy wtedy wybrali?
Głosowanie na NIE, co widoczne jest najbardziej podczas wyborów prezydenckich, stało się jakąś naszą polską specjalnością. Zamiast oddać swój głos od razu na właściwą osobę, szukamy jakiegoś jakby zastępcy wszystkich funkcjonujących w danym czasie politycznych układów i w ramach jakiegoś tam sprzeciwu, a może też i gniewu, próbujemy układ rozsadzić od środka. Zapominamy jednak, że sami też tkwimy w tym środku i że taką zabawą w wysadzanie to możemy zaszkodzić przede wszystkim sobie, bo przecież nikt inny, tylko my sami poniesiemy konsekwencje naszych wyborów, zemsty na politykach czy też gniewu.
1 czerwca 2025 roku na prezydenta Polski wybraliśmy człowieka, którego wybrać po prostu nie mogliśmy, chociażby z powodu jego szemranej przeszłości, dziwnych zachowań, nadużyć i zmieniającym się sposobie opowiadania o nich. Prawda jest jedna, a kłamstw wiele, a my niemożliwe uczyniliśmy możliwym, ignorując też teraźniejszość wybranego kandydata, zarówno to, co mówił, jak i to, co robił (używki podczas debaty). Nie mogę pozbyć się wrażenia, że wygrałby ktokolwiek, kto tylko byłby namaszczony przez tę konkretną konserwatywną partię powszechnie szerzącą strach, z kłamstwa czyniącą prawdę, a z prawdy kłamstwo.
Jeśli przegrywa człowiek znany od wielu lat, przewidywalny, praworządny i uczciwy, a zwycięzcą zostaje facet, który niczym królik wyjęty zostaje przez magika z kapelusza, nieprzewidywalny, nieuczciwy, mijający się z prawdą i nieustannie zmieniający tłumaczenie samego siebie, swego zachowania i swych wypowiedzi, i nikomu w niczym to nie przeszkadza, to ja się pytam: Co to ma być? Jakieś jaja? Zbiorowy wygłup? Zabawa? Żart? 
Otto von Bismarck – kanclerz Niemiec w XIX wieku powiedział: „Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”. To daje do myślenia, tym bardziej dlatego, że wciąż jest aktualne.

sobota, 31 maja 2025

Pies

Jestem jak pies. Najpierw ktoś pozwolił mi na bliskość, która doprowadziła do przywiązania, a potem zostałem odstawiony, jak alkohol przez alkoholika, który przeszedł na abstynencję. Tylko że ja zupełnie nie rozumiem tego odstawienia. Nie jestem złem ani uzależnieniem. Jestem do przyjaźni i kochania, a nie odstawiania, porzucania i zapominania.
Przywiązany gdzieś do czegoś, tkwię w niebycie, bo ani nie jestem, ani mnie nie ma. Nie wiem, co mam robić. Czekać? OK, ale jeśli tak, to jak długo? I czy jest na kogo i na co czekać? Może czekając tylko tracę czas? A może chodzi o to, bym jeszcze bardziej tęsknił, szalał? Mam leżeć cicho i spokojnie, nie zwracając niczyjej uwagi, czy może nerwowo krążyć wokół uwiązanej smyczy, warczeć, szczekać i zaczepiać każdego, kto znajdzie się obok? A może już teraz, jak najszybciej zacząć intensywnie rozglądać się za nowym panem? Jeśli zacznę się łasić, skamleć i będę miły, to może ktoś się zlituje, odwiąże mnie i przygarnie, pokocha, a ja odwdzięczę się mu swoją pisą miłością i wiernością. Czyż to nie jest proste?
Może nie jestem ideałem, bo gdzieś tam kiedyś zdarzyło mi się zawarczeć, a może nawet i ugryźć. Może też uchapałem kawałek dywanu? Może podgryzłem nogę od mebla, poszarpałem narzutę na kanapę i rozrzuciłem owoce, ale przecież jestem twoim idealnym życiowym towarzyszem, najlepszym przyjacielem jakiego masz, kompanem na spacerach, partnerem we wspólnym leniuchowaniu, oglądaniu telewizji i wcinaniu przegryzek, idealnym powiernikiem sekretów, no i… chyba najważniejsze – zawsze się cieszę, gdy tylko cię widzę, co znaczy, że bardzo cię kocham moim psim serduchem. Zawsze uważny i czujny na ciebie, pozostaję do usług, zatem możesz na mnie liczyć. Będę cię bronił nawet przed samym tobą i będę przy tobie, nawet gdy nie będziesz chciał. Możesz też się do mnie przytulić i dać mi coś dobrego do chapnięcia. Jestem zawsze chętny do zabawy z tobą. Zamerdam ogonem, dam głos, podam łapę, zaaportuję, wykonam komendę i na koniec obliżę ci gębę.

poniedziałek, 26 maja 2025

Krótkodystansowcy

Krótkodystansowcy to ludzie sprawdzający się na krótszą lub dłuższą, ale jednak tylko chwilę. Nie dla nich długie dystanse, maratony i biegi z potem na czole i całym ciele. Są niczym sprinterzy. Wystartują, biegną szybko, czasem nawet bardzo szybko, i już za chwilę są na mecie. I wtedy to jest już koniec. To wszystko. Niczego więcej nie ma i nie będzie.
I choć pewne jest, że w życiu zawsze jest start i meta, to jednak dla kogoś, kto nie jest świadomy czyjejś krótkodystansowości, start wydaje się tylko początkiem, bez widocznej mety i końca. Owszem, w życiu są różnego rodzaju projekty, które zaczynają się i kończą, choćby szkoła, studia, kursy, szkolenia, ale ludzie? Z ludźmi jest podobnie, tyle tylko, że na co dzień nikt się nad tym nie zastanawia i na ogół z góry nie wie, kto jak długim będzie projektem w życiu, i to nawet mimo wcześniejszych deklaracji, danego słowa, składanych przyrzeczeń i przysięgania. Nawet wówczas, gdy umawiasz się na czas określony i na starcie już wiesz, widzisz gdzie będzie meta, to jednak zawsze jest też możliwość przedłużenia umowy, zwłaszcza gdy ze współpracy zadowolone są dwie strony.
Czy z krótkodystansowca można zrobić długodystansowca? To zależy, głównie od tego, czy on sam będzie tego chciał, czy z jakichś powodów zacznie mu na tym zależeć. Niejednokrotnie jest tak, że rzeczy niemożliwe jednak stają się możliwe, a te możliwe już nie.
W funkcjonowanie ze sobą dwojga ludzi mogą wkraść się różne błędy i nieporozumienia, które zazwyczaj można z łatwością wyeliminować, o ile tylko naprawdę się tego chce i nie tylko rozmawia się o nich, ale i zmienia postępowanie, dostosowując je do panujących możliwości zarówno swoich, jak też tej drugiej osoby. Brak przebaczenia, odpuszczenia, brak kompromisów i stawianie wyłącznie na swoim w końcu może doprowadzić do skrócenia nawet tego najdłuższego dystansu, który był planowany do wspólnego pokonania, do zakończenia nawet tego, co miało i mogło być na bliżej nieokreślone zawsze. W ten sposób zamiast potencjalnego długodystansowca mamy do czynienia z kimś, kto zostaje krótkodystansowcem.

środa, 21 maja 2025

Długodystansowcy

Długodystansowcy to wszyscy ci ludzie, których poznajesz i oni zostają w twoim życiu. Jeśli nie na zawsze, to na tyle długo, by być ważną jego częścią, z którą się liczysz. Nie przestraszą ich jakieś perturbacje, pojedyncze kłótnie, sprzeczki i nieporozumienia. Przeczekają wszelkie wahania nastrojów, kaprysy, fochy i dąsania, burze, nawet te z piorunami, gradobicia, śnieżyce i inne niekorzystne warunki atmosferyczne. Ze spokojem dotrwają do rozpogodzenia. Są pewni i solidni, niczym skała, na której możesz oprzeć fundament budynku.
Długodystansowcy są niczym maratończycy. Nie trafisz na nich w biegach na krótkie dystanse, ale znajdziesz ich tam, gdzie do pokonania będzie wiele, zazwyczaj nie tylko łatwych i przyjemnych, ale i trudnych, ciężkich kilometrów. To na długodystansowcach oparte jest całe nasze życie. Bez nich byłoby bardzo trudno, bo choć krótki dystans ma swój urok i znaczenie, to jednak długi dystans to filar, na którym budować można nie tylko tu i teraz (teraźniejszość), ale także jutro, pojutrze i popojutrze (przyszłość). Każdy w swoim życiu potrzebuje takiego długodystansowca, by pewnie móc kroczyć do przodu, ze wsparciem, dumą i głową uniesioną do góry.

piątek, 16 maja 2025

Stawianie oporu

Najczęściej stawianie oporu ma sens, gdy ma się do czynienia z wrogiem, ale w czasach pokoju wykorzystywane jest także nie tylko do zwalczania przeciwników, lecz również – co dość przekorne – sprzymierzeńców. U stawiaczy oporu wyraźnie można poczuć postawioną ścianę, mur, który został zbudowany po to, by się odgrodzić, odseparować, odciąć, zdystansować, jak też po to, by uniemożliwić łatwe i proste dotarcie. Gdy dojdziesz do muru, to najlepiej będzie jeśli po prostu się od niego odbijesz i odskoczysz jak najdalej. Daj sobie spokój ze ściąganiem na miejsce ciężkiego sprzętu i próbami sforsowania cudzej niechęci do siebie. Po co ci ktoś, kto zamiast przyjaznego nastawienia i otwartości rzuca kłody pod nogi? Może jeszcze wtedy, gdy poczujesz, że dopiero rosną mury stawianego oporu, jest szansa, by zainterweniować i przerwać budowlę wyznaczającą granicę dwóch światów. Może? Bo później to już raczej nie. Świeżo ukończona budowla ma na celu pokazanie dumy tego, kto ją wybudował między innymi z tego, że nie ma już dostępu ten, kto pozostał po drugiej stronie muru. Zatem do czasu, gdy budowla nie zwietrzeje i gdy nie zacznie ją nadgryzać ząb czasu, raczej nie ma szans na jej ruszenie z miejsca, na przełamanie lodów. Trzeba poczekać do takiego momentu, gdy w zapomnienie pójdzie powód powstania muru, gdy będzie on już bez znaczenia. Wówczas pojawi się szansa na ominięcie przeszkody lub w jakiś sposób jej przeskoczenie, sforsowanie, co w ostateczności będzie mogło doprowadzić do pokojowego zburzenia muru i zbudowania na nowo relacji, które zostały utracone. Oczywiście nie będzie to już nigdy tym, czym wcześniej było, ale czas leczy rany, zatem może też sprawi, że pojawi się nowe otwarcie i może nawet możliwości, których nigdy wcześniej nie było. A może jednak, mimo wszystko, będzie jeszcze lepiej niż wcześniej było?

niedziela, 11 maja 2025

Śmiertelnie zmęczony

Jestem śmiertelnie zmęczony codziennymi zmaganiami z wszystkim i z wszystkimi, mniejszymi lub większymi próbami dogonienia codzienności, świata – tego wokół mnie, który zamiast być coraz bardziej przychylny i przyjazny, staje się coraz bardziej niezrozumiały i obcy, i to tylko dlatego, że ciągle się zmienia i nieustannie ucieka, gna do przodu, a ja już nie mam siły, by gonić go i z wszystkim nieustannie nadążać. Uciekają mi ludzie, przepływają przez palce. Niby codziennie jesteśmy wszyscy razem, a nie ma nikogo. Codzienny tak zwany kontakt z wszystkimi oznacza brak kontaktów z konkretnymi ludźmi. Jest powierzchowność. To wszystko. Nie ma czasu i ochoty na jakąkolwiek głębię, na refleksję, na zatrzymanie się w miejscu i zerknięcie zarówno w głąb, jak też i dookoła siebie. Nikt z nikim się nie spotyka albo – jeśli to robi – to gdzieś pomiędzy jakimś jednym a innym drugim. Szybko, krótko, płytko, i jeszcze podczas tego spotkania rywalizacja z wydającym różne dźwięki telefonem.
Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc i z roku na rok jest coraz trudniej. Jestem tym bardzo zmęczony – fizycznie i psychicznie. Codziennie padam na kanapę powalony dniem pracy, a przecież nie jestem górnikiem pracującym kilofem w kopalni na przodku. Telewizor i możliwość przyłożenia głowy do poduszki i zaśnięcia przed nim, stają się moim codziennym kołem ratunkowym, którego się chwytam z radością, by doznać ukojenia, bezmyślności i wewnętrznego zbawienia. Nie mam werwy i nastroju. Po prostu jestem zmęczony i chcę spokoju. Chcę oderwania od tego wszystkiego, co się wokół mnie dzieje, ale oderwanie nie przychodzi nawet wówczas, gdy zasnę.
Nie wyrabiam już z ciągłą presją, źle sypiam, intensywnie śnię w nocy i ciągle coś przeżywam, rzucam się. Walczę z kimś lub czymś i walę rękami z taką siłą, do której za dnia, na jawie w ogóle nie mam dostępu. Boję się, że podczas snu sam sobie nieświadomie zrobię jakąś krzywdę. Próbuję zawijać się w kokon i w ten sposób chronić siebie przed sobą.
Bardziej mnie męczą niż cieszą nieustanne nowinki pojawiające się w każdej życia dziedzinie. Kolejna nowa rzecz to znów coś do pilnowania i sprawdzania, o której trzeba pamiętać. Już nie tylko terminy, teraz też wszędzie są loginy, piny, tokeny, hasła i nieustanna konieczność ich rozbudowywania, by były coraz bardziej skomplikowane. Jak to wszystko zapamiętać i ogarnąć? Wszędzie dookoła tylko nowości i zmiany, zmiany, zmiany. I wszyscy nadążają, zatem pojawia się strach i pytanie: Co to będzie, gdy ja nie nadążę?
Las zmian, a wszystko po to, by nam wszystkim, bo przecież nie tylko mnie samemu, było lepiej, by żyło się łatwiej i prościej, wygodniej. A mnie już głowa pęka od tych wszystkich ułatwień i udogodnień. Patrzę na to i nijak mi nie wychodzi, że daję radę, co najwyżej dobrze się maskuję i udaję, uśmiecham się do złej gry.
Kiedyś lubiłem pęd, ale dziś mnie męczy. Chciałbym się zatrzymać i pozostać w miejscu, i ciągle nie mogę sobie na to pozwolić, bo życie goni i mną pogania. Jak się przewrócę, to będzie problem, więc może lepiej biec dalej i nie oglądać się za siebie, bo przecież to, co było nie wróci już więcej, a to co jest dziś za chwile też nie będzie.

wtorek, 6 maja 2025

Słomiacze i słomiany zapał

Człowiek, któremu zależy, bardzo się stara. Chce być ciągle przy obiekcie swego chcenia i w zasadzie to się z nim nie rozstawać, z wyjątkiem chwil absolutnie koniecznych. Miło jest chcieć kogoś i miło, gdy ktoś nas chce. A już najlepiej, gdy jest to relacja zwrotna. Czy zatem, jeśli już coś takiego naprawdę się ma, można to lekceważyć, bagatelizować i ostatecznie dążyć do tego, by z tego zrezygnować? Czy chcenie można zamienić na obojętność, niechcenie lub porzucenie? Dlaczego? Po co? Na co? Jak?
Niektórzy ludzie, nazwę ich słomiacze, zapalają się – lub bardziej napalają – bardzo szybko i zaraz potem szybko też gasną, stygną. Wykazują się takim..., powiedzmy że... słomianym zapałem. Chcą coś i jednocześnie tego nie chcą. Sami nie wiedzą, na co się w końcu zdecydować i czy w ogóle podejmować jakąkolwiek, zwłaszcza ostateczną decyzję. Słomiacze chcą coś i jak od razu tego nie dostaną, to czują się rozczarowani i zawiedzeni, obrażają się i zniechęcają. Taka dziecinada. Niezadowolenie może też przyjść i wówczas, gdy słomiacze od razu dostaną wszystko. Wtedy to bardzo szybko poczują się znudzeni. Już nie będzie niczego, czym można by ich zaskoczyć, zachęcić i pobudzić do działania.
Słomiacze nie powiedzą ci o co chodzi. Przemawiać za to będą ich czyny. Będą zachowywać się w sposób kompletnie dla ciebie niezrozumiały, często dokładnie odwrotny od tego, czego normalnie i zwykle byś się mógł spodziewać. U nich po bliskości następuje oddalenie, przepaść, w którą wpadasz, bo coś, czego kompletnie nie rozumiesz, siedzi w ich głowach. Krok do przodu, szczególnie w stronę zrozumienia i bliskości, spowoduje jakiś rodzaj ucieczki, czyli dwa kroki do tyłu. Po oddaleniu adekwatnie następuje bliskość, ale za każdym razem po przejściu całego cyklu tej sinusoidy masz wrażenie, że w nowym cyklu jest już jakoś gorzej niż było wcześniej. W miarę upływu czasu sprawy nie stają się bardziej poukładane i prostsze, ale z niewiadomych przyczyn wręcz ciągle jeszcze bardziej się komplikują, stając się niewiadomą trudną do przewidzenia. Zamiast coraz większego i lepszego zrozumienia, jest dystans i poczucie, że lepiej to już było. A wszystko to w jakiejś niezrozumiałej walce z czasem lub niby z czasem. I niby to wszystko dzieje się naturalnie, ale jednak czujesz, że niekoniecznie i nie do końca. 
Na postępowanie słomiaczy nie ma reguł. Nie ma także postawy właściwej dla przeciwdziałania i powstrzymania tego dziwnego i dziwacznego zachowania, ponieważ nigdy nie wiadomo, co komu siedzi w głowie. Słomianego zapału w żaden sposób nie da się rozpoznać, dlatego absolutnie zawsze trzeba się zachowywać tak, jakby go nie było na tym świecie. Co ma wystygnąć, to i tak wystygnie, bez względu na wszystko, a co ma być, to będzie. Jednak w tym wszystkim tylko jednego chciałoby się uniknąć – trwałego zaniedbania i porzucenia oraz ogromnego rozczarowania.
To przykre, gdy czujesz, że ktoś odgania się od ciebie, jak od muchy, która lata koło nosa. Nikt nie chce czuć się natrętem i być tam, gdzie jest lub gdzie czuje się niechciany. 

czwartek, 1 maja 2025

Nauczyciel 2

Najlepszy nauczyciel to taka osoba, która uczy wielu dobrych i potrzebnych rzeczy, o których istnieniu może nawet nie wiedziałeś, a ty nawet nie czujesz, że zachodzi proces uczenia, czyli przekazywania wiedzy i pokazywania nowych możliwości. Dzieje się tak między innymi wtedy, gdy naprawdę interesuje cię to, czego się uczysz i gdy masz świadomość, że wszystko to, co przyswajasz nie jest tylko i wyłącznie jakąś wydumaną teorią i abstrakcją, ale rzeczą w zasadzie gotową do wykorzystania w praktyce i z pewnością w życiu do czegoś ci się przyda.
Dobrze, gdy uczeń rozumie nauczyciela i to, co ten tłumaczy, wyjaśnia, bowiem tylko wówczas jest szansa, że uczeń nauczy się rzeczy, które na początku z pozoru mogły wydawać się nieprzystępne, skomplikowane i trudne. Uczeń musi też rozumieć, że nie uczy się dla kogoś lub dla dobrych ocen, ale dla samego siebie. I chociaż z pewnością po drodze nauczania znajdą się też rzeczy niechciane, to jednak warto je poznać, choćby tylko dlatego, że nigdy nie wiadomo kiedy i do czego mogą się przydać.
Studiować można dosłownie wszystko, i to nawet bez wychodzenia z domu i bez jakiegokolwiek instytucji, takich jak uczelnie wyższe i nauczyciele akademiccy. I choć to bardzo trudne zadanie, to jednak nauczycielem można być także dla siebie samego. Z wielu książek i artykułów można sporo wyczytać i się dowiedzieć. W internecie ludzie pokazują jak samemu coś zrobić, naprawić, ugotować, zatem można podpatrzeć coś u innych i adaptować to na własne potrzeby. Z kolei z lekcji życia można wyciągać wnioski, które mogą wiele nauczyć i wpłynąć na korektę lub zmianę zachowania w przyszłości.
Nauczyciel musi mieć świadomość, że kształci nie dla siebie, swego blasku lub jakiejkolwiek korzyści, ale po to, by to inni mogli czerpać z tego, czego uczeń się nauczył. Powinien też wiedzieć kiedy i gdzie pokierować ucznia dalej, by ten mógł nauczyć się jeszcze więcej. To trudny etap, który zarówno dla ucznia, jak i nauczyciela oznacza rozstanie bez jakichkolwiek możliwości powrotu do tego, co było. Taka jest właśnie rola nauczyciela, który jest w nas i którym - krócej lub dłużej - jest każdy z nas.

(Czytaj też wpis pt. "Nauczyciel")