Ludzie polują na siebie nawzajem
i to niekoniecznie, by adorować, randkować, miło i przyjemnie spędzać
razem czas, ale też dla samej, dziwnej przyjemności i satysfakcji związanej z
jakąś formą na ogół cichego, niezauważalnego, nie rzucającego się w oczy nękania.
Niby wszystko jest w porządku, a jednak w porządku nie jest. Coś nie gra tak,
jak grać powinno, ale zauważa to tylko osoba, która jest nękana. To mogą być na
przykład polecenia lub przypomnienia pisemnie wydawane podwładnemu przez przełożonego, ale także upomnienia wysyłane w formie maili,
choć te dwie osoby nie dzielą setki kilometrów, lecz siedzą całkiem blisko
siebie.
Nękający sobie pogrywa, zbiera pisemne dowody wyimaginowanej zbrodni, ale ma
czyste ręce, ponieważ działa w białych rękawiczkach. Korzysta z gotowca, czyli tego, co jest już zrobione, ale ubzdurał sobie, że ktoś mu nie
pasuje i go zwalcza, jak jakiegoś wroga, insekta, który lata wokół nosa, przeszkadza
i drażni. A nękany niekoniecznie faktycznie musi przeszkadzać. Może robić swoje,
bez konieczności pilnowania, upominania i strofowania. Może wykonywać powierzone
zadania, rzetelnie i terminowo, z należytą sumiennością, fachowością i profesjonalizmem.
Może nawet robić więcej niż musi i powinien, czego nikt nie chwali i nie
nagradza, bo po prostu nie zauważa i nie traktuje jako konieczne do wykonania, a
ponieważ zawsze wszystko jest zrobione, przyjmuje się, że tak właśnie ma to
działać.
(Czytaj też wpis pt. „Nękanie”.)