Na ogół wszyscy boimy się śmierci. Nie chcemy umierać, bo z
umieraniem jest nam nie po drodze, bo jakoś tak trudno nam iść w nieznane. Boimy
się, bo nie wiemy, co będzie po drugiej stronie, o ile druga strona w ogóle
istnieje. Bez względu na to w kogo lub w co wierzymy, to istnienie drugiej
strony raczej wolelibyśmy mieć zapewnione. To miejsce – oaza spokoju i
łagodności – gdzie z łatwością się odnajdziemy i gdzie czekają nasi bliscy,
którzy już wcześniej odeszli z tego świata.
Wszystkich nas czeka śmierć, na którą w normalnych
okolicznościach zwykle nikt nie czeka. Jest niechciana, a jednak do każdego przypisana.
Tak naprawdę śmierć to ostateczny cel życia, a wiedzie do
niego jedyna naprawdę pewna i konkretna droga, po której kroczymy od momentu
narodzin. Nic na świecie nie jest bardziej pewne, co nie oznacza, że łatwo to
przyjąć i się z tym pogodzić. Trudno wyobrazić sobie śmierć i ostateczną utratę
kogoś bliskiego, a jeszcze gorzej jest, gdy próbujemy sobie wyobrazić siebie w
procesie odchodzenia. Smutno jest, gdy ktoś umiera jeszcze za życia.
Bez względu na wszystko, całe nasze dobro i niechęć do
ostateczności, nie uciekniemy od śmierci, i czy chcemy, czy nie chcemy, to
dojść musimy do kresu i zakończyć to, co było życiem, tym fizycznym, tu na
ziemi.
(Czytaj też wpis pt. „Nieuchronność".)