środa, 29 lipca 2026

Lęk (2)

Lęk jest we mnie i co jakiś czas pojawia się w niespokojnych snach. Czasami tylko śnię intensywnie, a kiedy indziej krzyczę, śmieję się, płaczę, wierzgam nogami lub ślę wokół siebie mocne ciosy rękami. Mogę też ugryźć.
Lęk dotyczy zarówno różnych spraw bieżących, jak też tych, które już dawno temu przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, ale siedzą wciąż w mojej głowie i odzywają się zupełnie nieproszone, zakłócając moją wewnętrzną równowagę. Czasami wręcz wspomnienia senne żyją swym własnym życiem i toczą się dalej, choć to przecież zamknięta już historia.
A ja nie chcę się bać, bo strach w niczym nie pomaga, co najwyżej przyciąga wszystko to, czego się boimy. Nie jestem jednak typem przywódcy i wojownika, który z hasłami i sztandarami idzie walczyć na barykady, prowadząc za sobą tłumy. Nie jestem wystarczająco bystry i pyskaty, by wykrzykiwać swoje racje tu i teraz. Najlepsze teksty przychodzą mi do głowy nie podczas ważnych rozmów, ale dopiero po nich. Wtedy, gdy jest już spokój, gdy mija stres, podobny do tego podczas zdawania egzaminów, wiem już co i jak powinienem najlepiej powiedzieć. Ale to, co było, już minęło i nie wróci więcej. Zatem może być tak, że wypadam gorzej niż chcę i w rzeczywistości jest. A może chodzi tu o to, że sam z siebie nie jestem zadowolony? Nigdy wystarczająco dobry, by nie mogło być jeszcze lepiej? Może…? Ale jednak, gdy tylko odczuwam akceptację, spokój i komfort, wtedy przychodzą odpowiednie słowa i mogę być mądry, bystry, i wtedy też na ogół przydaję się innym ludziom. 
Tak mało trzeba, by szczęśliwe i spokojne życie stało się prawdziwą, wielką katastrofą. Przecież są ludzie, którzy wcześniej mieli rodzinę, dom, pracę, bliskich i znajomych, a z jakichś – na ogół bardzo smutnych powodów – wylądowali na ulicach i stali się bezdomni. Oczywiście wcale nie musi dojść do skrajności i ostateczności, ale już sama możliwość powstania dużego zawirowania w tym co znane, bezpieczne i oswojone, wywołuje we mnie lęk. W tym przypadku szczęście jest jak cienka warstwa ozonowa, która życiodajną Ziemię chroni przed promieniowaniem ultrafioletowym i pustką kosmosu.

piątek, 24 lipca 2026

Lęk (1)

Mam w sobie jakiś taki niewytłumaczalny i niezrozumiały lęk, lęk przed czymś złym, które w każdej chwili może się wydarzyć. I nawet, gdy bardzo się staram, to gdzieś z tyłu głowy ten lęk się pojawia i wprowadza niepokój.
Zaczynam się denerwować, że nie dam rady, że coś sknocę, pominę, czegoś lub kogoś nie zauważę, opacznie zrozumiem, źle zareaguję albo niewłaściwie się odezwę. Jeden błąd (tylko czy aby na pewno błąd?), jedno złe słowo, niefrasobliwy grymas na twarzy i wszystko, co do tej pory było nawet całymi latami mozolnie i z trudem budowane, wypracowywane, może przestać mieć jakiekolwiek znaczenie i może być kompletnie zrujnowane. W jednaj chwili może zniknąć cały dorobek, niczym wykasowane dane z komórki lub komputera. A wtedy wszystko trzeba będzie zaczynać od nowa… 
Nie sposób nieustannie żyć lękiem, bać się i uciekać przed wszystkimi i wszystkim. Lęk przyciąga to, czego się boisz, zatem im dalej i dłużej przed czymś uciekasz, tym jesteś tego coraz bliżej. Podnieś głowę do góry i niczego się nie lękając, żyj zuchwale, bo tylko tak warto żyć!  

niedziela, 19 lipca 2026

Singiel

Singlem jest się z wyboru, ponieważ nie chce się być z kimś związanym na stałe i wyłączność, albo z przypadku, z braku w pobliżu odpowiedniego kandydata, kogoś chętnego, z kim można i chce się z wzajemnością podjąć próbę stworzenia związku. W końcu też, nawet jeśli jest ktoś obok, to niekoniecznie od razu musi być zainteresowany, a przecież wola bycia razem powinna być obustronna, nie tylko z jednej strony. 
Można próbować być z kimś, ale o wiele wygodniej jest niczego nie musieć, być gdy się jest i nie być, gdy ma się na to ochotę. Bez nadmiaru rozmyślania i kombinowania, wiecznego dopasowywania się, chodzenia na kompromisy i ustępstwa. Życie w pełnym komforcie, w domu u rodziców i na ich utrzymaniu lub samodzielnie, niezależnie, z wszelkimi z tym związanymi konsekwencjami - wygodami i niedogodnościami. 

wtorek, 14 lipca 2026

Start w dorosłość

Zwykle jest tak, że wprost z rodzinnego domu od razu ląduje się w związku, na ogół też we wspólnym – wynajętym lub własnym – mieszkaniu. Nie ma kiedy choćby przez jakiś czas pobyć samemu, by poczuć to wszystko, co wiąże się z dorosłością, samodzielnością i odpowiedzialnością. Młodzi – kobiety i mężczyźni wprost od rodziców trafiają odpowiednio do partnerów lub partnerek, które potem zostają ich mężami lub żonami. Nie ma żadnego okresu przejściowego, a już zwłaszcza wtedy, gdy w drodze jest dziecko. Efekty takich przejść mogą być na początku zupełnie niewidoczne, ale wychodzą po jakimś czasie i wtedy zaczynają być w szybkim tempie nadrabiane, niczym zaległości w szkole, których się nabrało podczas nieobecności. Zatem bywa i tak, że z opóźnieniem zaczyna się imprezowanie i odkrywanie używek, z których się korzysta.
Bo w życiu na wszystko musi być czas – na naukę, zabawę, poznawanie świata i ludzi. Jeśli coś nie przyszło wtedy, gdy miało przyjść, to przychodzi wtedy, kiedy przychodzi. Właśnie tak jest. I jeśli w czymś wyczerpiesz limit, to masz już tego dość i wtedy zwykle zawsze jest coś innego, na czym możesz się skupić. Dorosnąć możesz do każdego życiowego tematu i to w dowolnym miejscu, momencie i wieku.
W życiu wszystko może iść pod górkę, w sposób umiarkowanie ciężki lub lekki, a także całkiem gładko, co niektórym po prostu z łatwością się udaje. Gdy okazuje się, że czegoś nigdy nie robiłeś, to po prostu tego nie umiesz i nie wiesz jak to zrobić. Teoretycznie jednak wszystkiego możesz spróbować i się nauczyć, a jeśli jednak nie zawsze jest to możliwe, to głównie dlatego, że są czynności, których nie lubisz i naprawdę nie chcesz robić. A przecież mogło być tak, że zawsze był ktoś, kto za ciebie coś robił i gdy nagle przyszedł ten moment, że nikogo nie ma, to jest problem lub wyzwanie, które jednak warto podjąć, i to dla samego siebie. Nie musisz od razu we wszystkim być mistrzem i geniuszem, ale może się okazać, że w czymś zupełnie nowym będziesz naprawdę dobry, co da ci dużo zadowolenia i satysfakcji. To właśnie będzie dobrym startem w twoją dorosłość.

czwartek, 9 lipca 2026

Z rąk do rąk

Z rąk do rąk podajemy sobie różne rzeczy, ale nie tylko rzeczy, siebie również, czasami zupełnie nieświadomie, a innym razem w pełni świadomi tego, co robimy. Są ludzie, którzy mają zdolności kojarzenia ze sobą osób, czyli takiego ich doboru, by pasowali do siebie. Zdarzyło mi się spotkać takiego człowieka, który dwukrotnie, w pełni świadomie, niejako odstąpił mi swoje nowo poznane osoby, które później stały się moimi bliskimi. On wiedział, że my się dogadamy i miał rację. Sam się wycofał i w tym nie uczestniczył, bo miał swoje bliskości. Do dziś jestem mu wdzięczny za jego mądrość i wielkie serce. Ktoś, kto sam nie skorzysta, może przecież zrobić dobrą rzecz i podać dalej kogoś lub coś osobie w potrzebie lub bez potrzeby, ale której będzie to pasować.
Z rąk do rąk może ktoś przejść za naszymi plecami, co wcale nie jest miłe. Gdy nasi znajomi, którzy wcześniej się nie znali i poznali przez nas, wymieniają się numerami telefonów, wówczas powinno nam się zapalić czerwone światło, gdyż za chwilę możne się okazać, że wypadnie się z kręgu zainteresowań, który stworzy się na zewnątrz, już poza nami i bez nas. W tym układzie w jednym momencie traci się dwie osoby i zwykle nie daje się już tego uporządkować i uratować. Dzielenie się znajomymi ma właśnie tę pułapkę, o której często nie wiemy, zanim w nią nie wpadniemy. 
Tak naprawdę to ciągle przechodzimy z rąk do rąk, choć niekoniecznie zawsze aż tak dosłownie. Każdy ma kogoś nad sobą, co oznacza, że mniej lub bardziej trafia w jego ręce. Ważne, by były to czyste ręce dobrego człowieka, a nie brudne złego i by nie było potrzeby przerzucania z rąk do rąk gorącego ziemniaka, który w ten sposób nieco ostygnie i stanie się możliwy do trzymania, już bez konieczności przerzucania. 

sobota, 4 lipca 2026

W pojedynkę

W krajach zamożnych i wysoko rozwiniętych, w tym także w Polsce coraz więcej osób żyje samotnie, i nie wynika to z jakiejś konieczności, ale z własnego wyboru. Dla wielu ludzi, zwłaszcza rozczarowanych byłymi partnerami i – co za tym idzie – związkami, szukanie nowych potencjalnych porażek, mieszanie tego, co jest czyje i wspólne mieszkanie nie ma sensu. To zupełnie niepotrzebny i zbyt duży ambaras – euforyczny na początku i zwykle traumatyczny na końcu. Lepiej, pewniej i bezpieczniej żyć w pojedynkę, co niekoniecznie musi oznaczać samotność, ale gwarantuje spokój, i to bez jakiejkolwiek koniecznych kompromisów. Bycie razem i w nieustannym stresie, pod presją obowiązków wynikających choćby tylko z domowej wspólnoty, już nie jest żadną atrakcją, zwłaszcza dla kogoś, kto poznał wspólne mieszkanie i życie.
Swoją samotnię można zachować, nawet będąc w związku. Można przecież być z kimś na dwa domy, co jest dobrą alternatywą i możliwością, której wcześniej raczej nie brało się pod uwagę. Gdy jesteś u siebie, to masz pewność, że nikt cię nigdy nie wyrzuci z twojego mieszkania, a w razie rozstania nie ma szarpania się o to, co jest czyje. Można też u siebie być z kimś dochodzącym, a nie stale mieszkającym. Po co wspólne problemy, jeśli w zupełności wystarczają te własne? W końcu też partnerzy mogą dzielić życie tylko ze sobą, a nie od razu z całą rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Nie trzeba w to wchodzić, poznawać i uczestniczyć. Każdy może pozostać przy swoich bliskich, chociaż wcześniej lub później wszyscy z pewnością i tak poznają się osobiście.
Życie w pojedynkę i na dodatek jako singiel może być jednak problemem, zwłaszcza wtedy, gdy zachorujesz, staniesz się niedołężny lub gdy dopadnie cię starość z wszelkimi jej konsekwencjami. Każdy jednak ma nadzieję, że może wtedy będzie w stanie się zmobilizować, by pozostać do końca aktywnym i samoobsługowym, bez jakiejkolwiek pomocy od kogokolwiek. W końcu singlem zostaje się nie zawsze z wyboru, gdyż życie płata różne figle i często to, co wydawało się pewne i trwałe, kruszy się i nie wytrzymuje próby czasu oraz zmagań z codziennością. Ludzie odchodzą, a dzieci wcale nie są gwarancją na zaopiekowaną starość.

(Czytaj też wpis pt. „Razem czy osobno”)