Myślę, więc jestem. Jestem, więc myślę i co wymyślę, to
wymyślę, ale na pewno nie zawsze powiem. Część zostawię sobie, bo nie wszyscy o
wszystkim powinni wszystko wiedzieć, chociaż to olbrzymi komfort posiadać obok
siebie kogoś takiego – przyjaciela, komu można powiedzieć wszystko i niczego to
nie zmieni, nie stanie się po tym nic złego, i to bez względu na to, czego się
dopuścimy.
Myślenie podobno ma przyszłość, ale z pewnością ma też często
nieuświadamianą przeszłość, a osadzone jest w teraźniejszości – jest tu i teraz,
nie wczoraj, nie jutro, chociaż najczęściej dotyczy tego, co było lub będzie. Myślenia
nie można przerwać, zatrzymać, wyłączyć, ale można je wyciszyć, pozwolić, by
przez nas płynęło i tylko przyglądać się temu, niczym przejeżdżającemu
pociągowi towarowemu z wieloma różnymi wagonami. Można obserwować co ze sobą
niesie i przewijać dalej, niczym scrollowanie w telefonie.
Myślenie najlepiej zignorować, zwłaszcza gdy
jest uporczywie zawieszone na trudnych tematach i przytłacza, zabierając wszelką
radość. Można medytować albo zająć się czymś bardzo konkretnym, wymagającym
uwagi i skupienia, na przykład pracą, nauką czegoś lub uprawianiem
sportu. Ale trzeba też bardzo uważać, by intensywne myślenie nie odebrało nas
rzeczywistości i nie przeniosło w nieznane rejony, do nieobecności, całkowitego,
nieświadomego wyobcowania z tu i teraz. Można, a wręcz należy spotykać się z
ludźmi i dużo, długo rozmawiać, wymieniając się nawzajem swoimi spostrzeżeniami
dotyczącymi różnych życiowych spraw. Często usłyszenie autentycznej historii
innych ludzi sprawia, że te nasze stają się mniejsze, jakby niezbyt ważne. Dobrze
też usłyszeć od siebie swoją własną historię opowiedzianą tak, by to inni byli
w stanie nas zrozumieć. Musimy tylko potrafić otworzyć się na siebie i chcieć
sobie wzajemnie pomóc. Takie myślenie po prostu nam wszystkim się opłaca,
dlatego nigdy z tego nie rezygnujmy, bo to jest nasze bezpieczeństwo psychiczne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz