Wszyscy jesteśmy pełni różnego
rodzaju przyzwyczajeń. To właśnie z nich się składamy. Przyzwyczajenia dotyczą zarówno
rzeczy, zwierząt, jak i ludzi. Jesteśmy przyzwyczajeni do czterech pór roku i
dlatego wiosną oczekujemy na świeżą, nową, soczystą zieleń i kwiaty, latem na
ciepło i dużo słońca, jesienią na różnorodność kolorów i dostatek plonów, a
zimą zimna i białego śniegu. Przyzwyczajamy się, czyli inaczej oswajamy i przyswajamy
do kogoś lub czegoś, a potem trudno nam, gdy następują jakieś zmiany. I nawet
jeśli lubimy nowości, to jednak i tak mamy swoje przyzwyczajenia, bo przecież to
zamiłowanie do zmian jest już przyzwyczajeniem.
Przyzwyczajonym trudno coś
zmienić, a tym bardziej rozstać się z kimś lub czymś. Lepiej już zostać przy
tym, co się zna i nie szukać lepszego, bowiem bywa i tak, że zamiast sobie polepszyć,
można coś spieprzyć. I po co? Zatem tkwimy w przyzwyczajeniach, bez względu na
to, czy dobrze nam, czy też źle. A dookoła nas co chwilę coś się nieustannie
zmienia. Ktoś grzebie w tym, co jest nam już dobrze znane i zamienia stare na nowe
– obce. Znowu trzeba się będzie przyzwyczajać. I tak w kółko, przez całe życie,
bez chwili wytchnienia.
Jako młodzi ludzi z dnia na dzień potrafiliśmy zmienić
sposób patrzenia na świat, wywrócić do góry nogami cały światopogląd, z
łatwością zamienić stare na nowe – miejsca, rzeczy, a nawet ludzi. A później,
wraz z wiekiem, chociaż nieustannie się zmieniamy, to jednak coraz trudniej grzebiemy
przy swoich przyzwyczajeniach. Z niechęcią poddajemy się temu, co chcą inni, i
to nawet kosztem wykluczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz