Jestem tylko obserwatorem. Mogę jedynie opisywać to, co
widzę, co mnie spotyka i porusza. Nie mam recept na właściwe leki mogące
uzdrowić wszystko i wszystkich. Jednak najczęściej materialne „wszystko” zwykle
daje się jeszcze jakoś ogarnąć. Gorzej z „wszystkimi”, czyli z ludźmi, którzy –
poza spoligliwymi wyjątkami – na ogół stanowią oporną, waleczną i krnąbrną materię,
która niejednokrotnie wymaga specjalnego podejścia, specjalnych myków, różnych
kombinacji.
Jako obserwator mogę z pokorą przyjmować zastawaną na bieżąco rzeczywistość, połączyć lub może bardziej powiązać ją z tym, co już było i próbować wyciągać jakieś wnioski. Oczywiście, o ile tylko to, co mam w głowie, uda mi się ogarnąć w odpowiednich słowach i zrozumiale – nie tylko dla mnie samego – napisać. Mogę podzielić się tym, co zauważam, moimi refleksjami, przemyśleniami na temat tego, co się dzieje. Mogę wyrazić swoje zadowolenie, co pewnie jest rzadziej, lub niezadowolenie, co zwykle jest częściej. Mogę się oburzać lub zachwycać. Mogę wymyślać rozwiązania, próbować zrozumieć wszystko i wszystkich, ale wiem, że świat i ludzie i tak będą się kręcić według własnego rytmu. I choć z pozoru mam na to wpływ, to ostatecznie jednak wszystko dzieje się tak, jak się dzieje, po swojemu, w swoim tempie i zwykle wtedy, gdy przestaje się o to zabiegać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz