sobota, 10 listopada 2018

Krzykacz



Krzykacz to ktoś, kto krzyczy. Nawet gdy wydaje mu się, że normalnie mówi, to ma podniesiony głos lub porozumiewa się piskliwie, zupełnie tak, jakby był poirytowany. Niejednokrotnie spieszy się i denerwuje, bo nie nadąża wypowiadać słów, które cisną mu się w głowie, a przecież wszystkie wydają się takie ważne, istotne, mądre, wartościowe, niezbędne do wypowiedzenia, bo już niekoniecznie do właściwego zrozumienia. Czasami brakuje mu odpowiednich sformułowań. Jąka się więc i stęka, lecz zamiast zwolnić i się uspokoić, tkwi w pośpiechu, nerwówce, gorączce, które sam wytwarza. Chce szybko coś powiedzieć i nic z tego nie wychodzi. Półsłówka, rwane, nieprecyzyjne zdania i sformułowania nie są w lot łapane i rozumiane przez najbliższe otoczenie.
Krzykacz zaraża swym niepokojem i sprawia, że ze zwykłej rozmowy może powstać kłótnia, lub co najmniej może to tak wyglądać dla postronnego obserwatora. Krzykacz przestaje panować nad swoimi emocjami. Podnosząc głos, chce zdominować otoczenie, narzucić lub wymusić swoje zdanie albo też w ten sposób zaczyna się bronić przed tym, co inni mu robią lub jakoby robią. 
Krzykiem niczego dobrego nie zdziałasz. Możesz tylko odstraszyć od siebie nawet przyjazne i życzliwe osoby, zatem lepiej unikaj krzyku i osób, które podnoszą głos z byle lub zupełnie bez powodu.

środa, 7 listopada 2018

Komunikowanie



Komunikowanie i jego jakość niejednokrotnie pozostawiają wiele do życzenia. Coraz częściej, coraz więcej ludzi, coraz chętniej mówi, natomiast coraz mniej rozmawia i słucha. Zupełnie tak, jakby słuchanie stało się bolesną, trudną do zniesienia czynnością, a mówienie ogromną przyjemnością. Ludzie nie dostrzegają tego, że jest różnica między solowym mówieniem a rozmową, dialogiem co najmniej dwóch osób. Wszyscy chcą mówić, tyle tylko, że to mowa o wszystkim i niczym, i tylko słuchających ciągle brakuje i nie przybywa, choć dla niektórych zawsze znajdą się jakieś ofiary łatwe do upolowania i zagadania.
Wyrzucane z siebie potoki słów niczemu nie służą. To taka gadka szmatka, potrzebna wyłącznie osobie, która odczuwa niemal nieustanną potrzebę mówienia, nieważne komu, nieważne czego, nieważne w jakich okolicznościach. Nikt tego nie chce słuchać, bo słuchanie głupot bardzo męczy, osłabia i obezwładnia, dlatego najczęściej gadacz szuka takiej ofiary, która będzie musiała lub bezwolnie, nieświadomie się temu podda. 
W dialogu lub tym, co pozornie na niego wygląda, też zmienia się przekaz, czyli to, co jest nadawane i odbierane. Lepiej, gdy informacja jest krótka i skoncentrowana, niż długa, męcząca już w samym czytaniu lub słuchaniu, niestrawna i nieprzyswajalna w całości. Lepiej pytać po kilka razy, po kolei o wszystko, co trzeba, niż za jednym zamachem, jednorazowo zadać kilka pytań, bowiem na większość z nich i tak nie uzyska się odpowiedzi. Najprawdopodobniej odpowiedź będzie dotyczyć tylko ostatniego pytania lub tylko ostatniej jego części. Pozostałe pytania przepadną niezauważone, nawet jeśli były napisane i można do nich ponownie powrócić, przeczytać je i zastanowić się nad odpowiedziami. Potraktowane zostaną tak, jakby w ogóle ich nie było i trzeba będzie ponownie pytać o to samo.

niedziela, 4 listopada 2018

Adorator i adoracja



Adorator to ktoś, komu bardzo zależy, kto na wszelkie możliwe sposoby usilnie zabiega o zainteresowanie konkretnej osoby i jej względy, czyli odwzajemnienie zainteresowania. Jest miły, uprzejmy, życzliwy, przyjacielski, pomocny i usłużny. Bardzo się stara i bywa, że nawet wówczas, gdy osiągnie już swój cel, gdy zostanie już zauważony i przyjęty do grona bliskich osób albo wręcz jako ten jedyny najbliższy, nadal musi adorować, skakać i nadskakiwać, co może mu sprawiać dużo przyjemności lub w końcu okazać się męczące, zwłaszcza gdy wraz z coraz większymi staraniami wprost proporcjonalnie maleć będzie wdzięczność osoby adorowanej. Niektórzy bowiem, chociaż sami nie zajmują się adorowaniem, nie za bardzo lub wręcz wcale się nie starają, za to domagają się nieustannego adorowania, nadskakiwania i usługiwania, co ostatecznie może okazać się męczące, nawet mimo wielkiego uwielbienia i radości, jaką zwykle przynosi sprawianie przyjemności bliskiej sercu osobie. W którymś momencie może się wręcz okazać, że tak naprawdę niewiele lub zbyt mało otrzymuje się w zamian za to, co samemu się daje. I choć ma się świadomość, że rachunki wcale nie muszą się zgadzać, nie muszą być wyrównane, nie musi być 50 na 50, to jednak za adorację musi być coś w zamian, choćby wspomniana już wcześniej wdzięczność. 
Niektórzy bardzo lubią i chcą być niemal nieustannie adorowani, gdyż łechce to ich próżność, czują się wtedy naprawdę ważni i mogą na swe sługi patrzeć z góry, z pogardą dla ich małości i niskości, natomiast innym adoracja zupełnie nie odpowiada, jest krępująca lub wręcz onieśmielająca, gdyż traktują ludzi jak równych sobie, dlatego nie są przyzwyczajeni i nie pasuje im cudza służalcza postawa. Czym innym jest kultura i uprzejmość, otwartość, uważność i gotowość niesienia pomocy, którą dają i której oczekują od innych ludzi. 
Miło jest mieć adoratora, a nawet kilku adoratorów, ale trzeba pamiętać, że ludzie ci starają się dlatego, że bardzo im zależy na naszych względach, zatem nie można grać sobie adoratorami, gdyż jest to gra na uczuciach innych ludzi, których łatwo i boleśnie można zranić, a tego po prostu nie wolno robić.

czwartek, 1 listopada 2018

Nieuchronność



Są rzeczy, od których nikt z nas nie ucieknie, bez względu na to, co robi, jak się zachowuje i jakim jest człowiekiem. Niektórzy nazywają to jedyną sprawiedliwością i równością jaka istnieje na świecie. Jeśli się urodziłeś, to musisz też umrzeć, bez względu na wszystko. Nie ma innej opcji, bo życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową. Najlepiej się nad tym nie zastanawiać i nie bać się tego procesu, chociaż nie sposób w ogóle się z tym nie liczyć. 
Odchodzenie to zawsze jedna wielka niewiadoma, do której trudno się odpowiednio i właściwie przygotować. Niewiadomą jest sam proces odchodzenia, jak i czas, miejsce, okoliczności. Nie wiemy co się stanie, bez względu na to w co wierzymy i jakie mamy wyznanie. Najlepiej przez całe życie żyć tak, by zawsze był ten właściwy moment, by nie pozostawały żadne zaległości, niezałatwione sprawy, ważne, niewypowiedziane słowa, jakieś waśnie lub niepogodzone kłótnie. Można i trzeba cieszyć się życiem każdego dnia, przy nawet najmniejszej i błahej okazji. Należy cieszyć się sobą i innymi ludźmi, korzystać z możliwości przybywania z bliskimi, sprawiania im radości i przyjemności, bycia dobrym, miłym, pogodnym, uśmiechniętym, radosnym i życzliwym. 
Problemem jest zawsze czas odchodzenia, który nigdy nie jest odpowiedni, właściwy. Zawsze jest za wcześnie, zwłaszcza w pełni zdrowia i sił, lub za późno, zwłaszcza gdy poważnie schorowanym, obolałym i niesprawnym leży się przewlekle w łóżku, bez szans na wyzdrowienie. Cierpienie nie uszlachetnia ani tego, kto cierpi, ani tego, kto musi patrzeć na cierpienie bliskiej osoby. Są jednak takie skrajne przypadki, które czerpią radość z cudzych nieszczęść, porażek, katastrof i jeśli tylko mogą lub znajdą taką okazję, chętnie też same się do nich przyczyniają. 
Nieuchronność dotyczy każdego, nawet tego, kto wydaje się być w naszym życiu zawsze i na zawsze. Nie znamy własnego czasu, tak samo jak nie znamy czasu bliskich nam osób, a świadomość nieuchronnego wcale nie pomaga, nie oswaja, nie sprawia, że można się odpowiednio przygotować i we właściwym momencie być gotowym na cudze lub własne odejście, które przecież niejednokrotnie następuje również wówczas, gdy życie trwa dalej. Odejście sprawia, że wszystko się zmienia, nieodwracalnie i raz na zawsze. Umiera nadzieja, bowiem to, co nieodwracalne, nie da się w żaden sposób odkręcić, odwrócić, odmienić. Pozostają tylko wspomnienia, które z czasem się zmieniają, zacierają, rozmywają, odchodzą.