Opanowanie nie ma wad. To idealny stan,
który nawet udawany, przynosi same korzyści, za to jego przeciwieństwo, czyli
wzburzenie nikomu nie służy, w niczym nie pomaga, nic nie załatwia i nie
ułatwia. Oczywiście najlepiej emanować autentycznym opanowaniem
niż je udawać, ale nie zawsze jest to możliwe. Opanuj opanowanie, a będziesz na wygranej. Trzeba się tego uczyć, bo warto,
gdyż opanowanie przynosi ukojenie i bywa zbawienne, zwłaszcza wtedy, gdy
ktoś inny toczy pianę. W takich sytuacjach dokładanie swego zdania jest tylko
niczym dolewanie oliwy do ognia, zatem lepiej się powstrzymać od jakichkolwiek
reakcji, nadmiaru emocji, słów, komentarzy, kpin, aluzji, ironii i temu
podobnych, które mogą ponieść w nieznane. Za wszelką cenę trzeba włączyć
opanowanie, przybrać neutralną minę i przeczekać zdenerwowanie, te swoje i/lub
cudze.
Nie wszystko da się i
można załatwić, ale są sprawy, które tego wymagają, bowiem nie dają się w żaden
sposób obejść i niezałatwione powracają. Właściwe załatwienie wcale nie
gwarantuje braku powrotu do tego, co już było, ale daje chociaż nadzieję na
zmiany lub choćby na wprowadzenie jakichś trwałych korekt do postępowania. Bo gdy
prym wiodą wzburzenie i zdenerwowanie, wówczas nie ma szans na właściwą,
subiektywną ocenę, racjonalność, prawdę, rację, zrozumienie. One na ogół przychodzą,
gdy emocje opadną, ale gdy są duże, ogromne, wówczas liczy się jedynie wygrana,
choćby tylko ta słowna, a przecież to oznacza siejącą wyłącznie zniszczenie wojnę
i przegranych. Nie warto dawać się w to wciągać, bo to widowisko dla gawiedzi
żądnej wrażeń, trupów i zniszczeń. Opanowaniem załatwisz o wiele więcej,
zajdziesz dalej, przeczekasz zawieruchę bez zbędnych szaleństw. Jeśli już
musisz i nie masz żadnego innego wyboru, to jedynie przyglądaj się temu, jak
innych ponosi, ale nie dołączaj, nie powielaj tego, co złe. Rozbrajaj
wszystkich swoich niezmiennym, niezmiernym, niezrozumiałym opanowaniem.