Z rąk do rąk podajemy sobie
różne rzeczy, ale nie tylko rzeczy, siebie również, czasami zupełnie
nieświadomie, a innym razem w pełni świadomi tego, co robimy. Są ludzie, którzy
mają zdolności kojarzenia ze sobą osób, czyli takiego ich doboru, by pasowali
do siebie. Zdarzyło mi się spotkać takiego człowieka, który dwukrotnie, w pełni
świadomie, niejako odstąpił mi swoje nowo poznane osoby, które później stały się
moimi bliskimi. On wiedział, że my się dogadamy i miał rację. Sam się wycofał i
w tym nie uczestniczył, bo miał swoje bliskości. Do dziś jestem mu wdzięczny za
jego mądrość i wielkie serce. Ktoś, kto sam nie skorzysta, może przecież zrobić
dobrą rzecz i podać dalej kogoś lub coś osobie w potrzebie lub bez potrzeby,
ale której będzie to pasować.
Z rąk do rąk może ktoś przejść
za naszymi plecami, co wcale nie jest miłe. Gdy nasi znajomi, którzy wcześniej
się nie znali i poznali przez nas, wymieniają się numerami telefonów, wówczas
powinno nam się zapalić czerwone światło, gdyż za chwilę możne się okazać, że wypadnie
się z kręgu zainteresowań, który stworzy się na zewnątrz, już poza nami i bez
nas. W tym układzie w jednym momencie traci się dwie osoby i zwykle nie daje
się już tego uporządkować i uratować. Dzielenie się znajomymi ma właśnie tę pułapkę,
o której często nie wiemy, zanim w nią nie wpadniemy.
Tak naprawdę to ciągle przechodzimy z rąk do
rąk, choć niekoniecznie zawsze aż tak dosłownie. Każdy ma kogoś nad sobą, co
oznacza, że mniej lub bardziej trafia w jego ręce. Ważne, by były to czyste
ręce dobrego człowieka, a nie brudne złego i by nie było potrzeby przerzucania z
rąk do rąk gorącego ziemniaka, który w ten sposób nieco ostygnie i stanie się możliwy
do trzymania, już bez konieczności przerzucania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz