niedziela, 16 lutego 2020

Gościnne występy

Są ludzie wyruszający na gościnne występy, by na nich, poza swym miejscem stałego zamieszkania i na ogół w większym ośrodku, bez większego skrępowania i narażenia na rozpoznanie, poddać się temu, co naprawdę lubią i to w sposób, na który u siebie raczej by sobie nie pozwolili. A wszystko to ze wzglądu na tak zwaną opinię publiczną, z którą się liczą. 
Podczas gościnnych występów po prostu można sobie pozwolić i się sobie pozwala na wiele więcej niż zwykle i u siebie, gdyż nikt znajomy nie patrzy i nie widzi tego, co się robi i dzieje. Znikają moralne hamulce i różnego rodzaju skrępowania. Do tego stopnia, że można się zdziwić, że na gościnnych występach ma się do czynienia z tą samą osobą, którą zna się na jej własnym terenie. Przypomina to podróżujących artystów, którzy ze swym programem jeżdżą po różnych miastach i ośrodkach, aby dać jedno lub nawet kilka przedstawień i po nich znowu powrócić do normalnych, klasycznych obowiązków u siebie w domu, zupełnie tak, jakby gościnnych występów nigdy nie było.

środa, 12 lutego 2020

Mądrość i głupota

To, czym jest mądrość, a czym jest głupota, teoretycznie wie każdy. No właśnie, teoretycznie, bo gdy tylko dochodzi do jakichś dziwnych sytuacji, to wówczas te oczywistości przestają być oczywiste, jedno miesza się z drugim, zamienia miejscami i wszystko przestaje być jednoznaczne. 
Przy głupocie, a zwłaszcza przy jej nadmiarze, mądrość potrafi zgłupieć, tym bardziej, gdy wcześniej naprawdę uchodziła za mądrość, a nie tylko była jej namiastką lub karykaturą. Prawdziwej mądrości przecież nigdy nie wypada głupieć, nawet chwilowo, a co dopiero na dłużej. Mądrość zobowiązuje, dlatego nie może ona pozwalać sobie na głupotę, chociaż głupocie jak najbardziej przystoi zabawić się w mądrość, naśladować ją, udawać i się nią bawić. Nie jest mądre, choć bywa nawet bardzo śmieszne, udawanie głupoty, ale za to dobrze się ma udawanie mądrości. 
Tak samo jak mądrość dobrze się czuje w mądrym środowisku, tak samo głupota czuje się dobrze wokół głupoty. Jedno kpi z drugiego, a nawet nim gardzi, chociaż akurat te uczucia nigdy nie powinny mieć miejsca w przypadku mądrości. 
Przy mądrości, a już szczególnie przy jej nadmiarze, głupota wcale nie mądrzeje. Bywa, że na chwilę oderwie się od swego głównego nurtu, ale niekontrolowana zawsze dość szybko wraca na swe dawne, właściwe tory. Na ogół jednak zacietrzewia się i jeszcze bardziej prezentuje niż wówczas, gdy nie jest poddawana presji mądrości, która ją z jednej strony onieśmiela, a z drugiej ośmiela.

sobota, 8 lutego 2020

Wejście i wyjście

Jeśli jest wejście, to musi być też wyjście, i na odwrót – jeśli jest wyjście, to musi być też wejście. Nie zawsze jednak możliwe jest jedno i drugie, naraz i osobno. Czasami z łatwością można w coś wejść, ale trudno już z tego wyjść lub trudno w coś wejść, choć z łatwością można wyjść.
Najlepiej, gdy łatwo jest zarówno wejść, jak i wyjść, ale takie rozwiązanie jest często nawet sztucznie zmieniane, między innymi dlatego, by ludzie byli odpowiedzialni za to, co robią. Często bowiem zdarza się, że ludzie nie są odpowiedzialni i nawet nie mają zamiaru zainteresować się tym tematem. Odpowiedzialności wymagają od innych i na nich przerzucają tę swoją odpowiedzialność, w ten sposób się jej zupełnie pozbywając i pozbawiając.
Najgorzej, gdy trudno się wchodzi i trudno wychodzi. Wówczas wszystko jest bolesne, choć nie zawsze przecież musi i powinno. To sytuacja, gdy we wszystkim napotyka się na utrudnienia. Wtedy zazwyczaj nawet bycie w środku, gdziekolwiek to jest, nie należy do miłych i przyjemnych.
Wejście lub wyjście to zazwyczaj tylko jedna z opcji, która najpierw, przed jej podjęciem powinna być poddana pod rozwagę, by przez nieprzemyślany przypadek nie zmienić czegoś, czego wcale nie chce się zmieniać.

wtorek, 4 lutego 2020

Rozwód


Są śluby i są rozwody. O ile śluby wydają się sukcesem, o tyle rozwody – porażką. 
Ludzie najpierw pobierają się, przy okazji składając przysięgę, że aż po grób będą ze sobą razem, w zdrowiu i chorobie, w miłości, wierności i uczciwości, a potem coś się zmienia i tę przysięgę postanawiają nie tylko złamać, ale też ją unieważnić, anulować, zupełnie jakby nic nie oznaczała lub jakby nigdy wcześniej nie miała miejsca. Faktem jest, że ludzie się zmieniają, i to niekoniecznie z dobrych na jeszcze lepszych, ale najczęściej z tego, jacy są – bez względu na to, jacy są – na gorszych. W ramach takiej przemiany z dobrych, miłych, życzliwych i pomocnych sobie nawzajem stają się źli, opryskliwi, leniwi i uciążliwi. Zamiast kochać się, przyjaźnić i dbać o siebie nawzajem, zaczynają walkę, kłótnie, konfrontacje, które powodują wzrost wzajemnej niechęci. Zamiast męczyć się ze sobą, postanawiają się rozwieść, bowiem w takich okolicznościach rozwód wydaje się najlepszym rozwiązaniem, które uratuje dwoje ludzi i pozwoli im na nowe ułożenie sobie życia z kimś innym.
Są jednak rozwody niechciane lub chciane wyłącznie przez jedną ze stron. Te rozwody są bardzo problematyczne, bolesne, a nawet dramatyczne, bowiem z takich rozwodów nigdy nie będą zadowolone dwie uczestniczące w nim strony. Rozwody niechciane to takie, do których dochodzi nie za bardzo wiadomo po co i dlaczego. Gdzieś, w którymś momencie związku pojawia się kłamstwo, które zaczyna żyć własnym, niewiadomym i trudnym do przewidzenia życiem. To kłamstwo w końcu, wcześniej lub później doprowadza do rozwiązania ostatecznego. Zamiast pracować nad związkiem, małżeństwem, stawiana jest alternatywa – rozwód, który ma być rozwiązaniem na wszystko, lekiem na całe, nawet to wyimaginowane zło. Co ciekawe, często to, co ma być wolnością następującą po małżeństwie i rozwodzie, bardzo szybko okazuje się trudną do pokonania rzeczywistością w samotności, i to nawet wówczas, gdy obok jest już jakaś inna, nowa osoba. Wydaje się wówczas, że sprawy zaszły na tyle za daleko, że nie da się już tego odwrócić i z wszystkiego wyjść z dobrą twarzą (czyżby? czy aby na pewno?). Dlatego brnie się dalej w coś, co w ogóle nie powinno mieć miejsca. 
Potrzeby, tak ważne choćby tylko dla jednej ze stron, najczęściej okazują się możliwe do zrealizowania w ramach istniejącego związku, bez koniczności jego burzenia. Konsekwencje rozwodu bez większego, głębszego zastanowienia bywają bardzo bolesne, odczuwalne przez długie lata i to nawet dla tej strony, która do niego z sukcesem parła i ostatecznie doprowadziła. Nie ma zwycięzców, są tylko przegrani, zatem po rozwodzie trudno świętować, nie ma z czego się cieszyć, nie ma komu gratulować, no chyba że jednego – głupoty.

piątek, 31 stycznia 2020

Przesiedleniec


Przesiedleńcem jest ktoś, kto sam, z własnej lub nie zawsze z własnej woli, albo na skutek splotu wydarzeń, okoliczności i sytuacji życiowej, w której się znalazł, został wyrwany z naturalnego, rodzinnego, znanego środowiska i skazany na obce, nieznajome i nieznane otoczenie. To ktoś, komu przyszło zmienić teren stałego zamieszkania i w związku z tym znalazł się w nowym, nieznanym siebie miejscu. Niemal wszystkiego musi się uczyć od nowa. Musi się w tym wszystkim odnaleźć i wcale nie ma łatwo, bo najczęściej przesiedleniec nie może liczyć na nikogo ze swoich bliskich, lecz tylko, najczęściej też i wyłącznie, jedynie sam na siebie. Jeśli ma chociaż trochę szczęścia, to trafi na dobrych, życzliwych ludzi, którzy mu pomogą. Jeśli będzie cierpliwy, zaradny i pracowity, wówczas pomału i powoli sam sobie poradzi, do wszystkiego dojdzie i odkryje to, co do życia jest mu potrzebne. Nauczy się tego, co będzie wymagało nauczenia. Mniej lub bardziej oswoi i przyswoi wszystko dookoła i wtedy będzie już u siebie, nawet wówczas, jeśli od jego rodzimych stron owe u siebie jest oddalone o tysiące kilometrów i jest na drugim końcu świata. 
Ma też ogromną szansę, by naprawdę porządnie stanąć na nogi. To, że wokół siebie niczego nie zna i nikogo nie ma powoduje, że swój wolny czas może przeznaczyć – i najczęściej właśnie w ten sposób w siebie inwestuje – na naukę i pracę, i to w dużo szerszym wymiarze niż ktokolwiek inny, miejscowy, który może być rozkojarzony wieloma rzeczami, celami i dążeniami. Przesiedleniec w nowym miejscu i tak nie ma nic do roboty, więc zamiast siedzieć bezczynnie w domu, woli pracować i czegoś się dorobić, bo to gwarantuje stabilność i daje bezpieczeństwo finansowe. 
Przesiedleniec niejednokrotnie potrafi osiągnąć dużo więcej niż ten, który zawsze siedzi na miejscu i jeśli już się wypuszcza, to nigdy niezbyt daleko od tego, co znane. Tubylec nie jest sam, zawsze ma plecy, jest otoczony rodziną i gronem bliższych i dalszych znajomych, którzy mniej lub bardziej zawsze jakoś mogą pomóc, choćby tylko dobrą radą. To może rozleniwiać, a jeśli nie, to z pewnością nie zmusza do samodzielności i niezależności, życia bez zaplecza, na własny rachunek, w niepewności jutra, wśród obcych, którzy – przecież i tak bywa – niekiedy nigdy nie będą swoimi lub dla których ktoś przybyły z zewnątrz zawsze pozostanie tylko obcym.