Na ogół wszyscy boimy się śmierci. Nie chcemy umierać, bo z
umieraniem jest nam nie po drodze, bo jakoś tak trudno nam iść w nieznane. Boimy
się, bo nie wiemy, co będzie po drugiej stronie, o ile druga strona w ogóle
istnieje. Bez względu na to w kogo lub w co wierzymy, to istnienie drugiej
strony raczej wolelibyśmy mieć zapewnione. To miejsce – oaza spokoju i
łagodności – gdzie z łatwością się odnajdziemy i gdzie czekają nasi bliscy,
którzy już wcześniej odeszli z tego świata.
Wszystkich nas czeka śmierć, na którą w normalnych
okolicznościach zwykle nikt nie czeka. Jest niechciana, a jednak do każdego przypisana.
Tak naprawdę śmierć to ostateczny cel życia, a wiedzie do
niego jedyna naprawdę pewna i konkretna droga, po której kroczymy od momentu
narodzin. Nic na świecie nie jest bardziej pewne, co nie oznacza, że łatwo to
przyjąć i się z tym pogodzić. Trudno wyobrazić sobie śmierć i ostateczną utratę
kogoś bliskiego, a jeszcze gorzej jest, gdy próbujemy sobie wyobrazić siebie w
procesie odchodzenia. Smutno jest, gdy ktoś umiera jeszcze za życia.
Bez względu na wszystko, całe nasze dobro i niechęć do
ostateczności, nie uciekniemy od śmierci, i czy chcemy, czy nie chcemy, to
dojść musimy do kresu i zakończyć to, co było życiem, tym fizycznym, tu na
ziemi.
(Czytaj też wpis pt. „Nieuchronność".)
O nie,nie, nie zgadzam się, jeśli już jakiś cel ma życie to jest nim ono samo, nie śmierć! Śmierc jest niejako jego wynikiem ale nie celem! Autorze! Co to za refleksje?
OdpowiedzUsuńI jeszcze dodam, żewynikiem i środkiem do życia, do rozwoju...baaardzo szeroko pojętego...niezależnie od światopogladu właśnie.
OdpowiedzUsuń