Gdy emocje sięgają zenitu, wówczas
mawiamy: „Tylko spokój może nas uratować”. To stwierdzenie, które zaleca
opanowanie emocji i obniżenie ich z poziomu wysokiego do niskiego. Chodzi o
swoiste zejście z niebezpiecznego i szkodliwego wysokiego pułapu na ten niski,
bezpieczny.
Nie zawsze spokój można zapewnić samemu
sobie. Niejednokrotnie zależy on od niezależnych od nas czynników zewnętrznych,
a także innych ludzi. Trzeba też pamiętać, że jednak nie wszystkich i nie
zawsze to właśnie spokój może uratować.
Spokój musimy zapewnić dzieciom i lekkoduchom,
czyli ludziom beztroskim, którzy stale wprowadzają nas w niepokój i w żaden
sposób nie próbują nawet zrozumieć, jak to funkcjonuje. Spokój im się należy,
ale sami też powinni umieć go zapewnić innym.
Spokój to coś, czego wszyscy potrzebują, chociaż
zdarzają się ludzie, którzy wcale nie chcą spokoju lub mają go w nadmiarze.
Spokój powoli i sukcesywnie najpierw rozleniwia, a potem zabija wszelkie
działanie i każdą inicjatywę. Ktoś może kogoś bardzo potrzebować, a ta osoba
może do tego podejść ze stoickim spokojem. Nie dziś, nie jutro i nawet nie
pojutrze. Zobaczymy... Gdzieś, jakoś, kiedyś znajdziemy czas i pewnie się
spotkamy. I nie pada żaden konkret czy choćby jakiś przybliżony termin. To tak,
jakby na czyjeś wołanie o pomoc w ogóle nie reagować, nie robić nic, czekać w
pozornej zajętości wszystkim i niczym, sprawami, które mogą być zrobione
zawsze, w zasadzie w dowolnym momencie. A pomoc, jeśli jest potrzebna, to na
ogół jak najszybciej, od razu, natychmiast, od ręki. Nie można z tym czekać.
Trzeba działać, bo to jedyny sposób, by być skutecznym w pomaganiu. Spokojem,
czyli brakiem reakcji można zabić zarówno kogoś wołającego o pomoc, jak też
wszystko to, co jest między ludźmi.
Zmieniłem pierwszą część tekstu, a konkretnie pierwsze trzy akapity. Polecam ponownej lekturze. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń