sobota, 21 marca 2026

Teren

Każdy z nas latami wypracowuje i później już po prostu ma swój teren, zarówno ten prywatny, jak i publiczny. Teren prywatny to oczywiście własny dom, ale nie tylko. To też miejsca ogólnie i powszechnie dostępne, publiczne, ale przyswojone na własne potrzeby, te ulubione, jakieś na przykład kawiarnie, restauracje, a w nich nawet ulubiony stolik, jedzenie, kelner. To park lub las, ścieżki, zakamarki, gdzie z przyjemnością zabiera się samego siebie i może jeszcze od czasu do czasu kogoś. Teren publiczny to ten ogólny, bez dodatkowego ładunku emocjonalnego, choćby ulice, po których się poruszasz, przemieszczasz, kroczysz każdego dnia lub od czasu do czasu, gdzie się przechodzi, przejeżdża, zagląda, bywa, bo musi, chce, lubi. W ten swój teren, zarówno prywatny, jak i publiczny, na ogół zabierane są wszystkie bliskie osoby, a szczególnie ta jedna, jedyna, najbliższa, no bo przecież jakżeby inaczej?

Ta niby oczywistość wcale nie dla wszystkich jest oczywistością. Bywa wypaczona lub tylko jednostronna.

To normalne, że pokazujemy swój świat i wpuszczamy innych do środka. To jest takie swoiste zaproszenie do wspólnego celebrowania tego, co wcześniej było tylko moje, na które zwykle dostajemy podobną odpowiedź – zaproszenie do cudzego prywatnego i publicznego świata. Ścieżki się łączą i stają się wspólne, a jeśli tak nie jest, to znaczy, że coś jest nie tak. Bo ten mechanizm nie może działać tylko w jedną stronę, gdyż wówczas staje się kulawy. Może nawet dojść do takich kuriozalnych sytuacji, gdy ktoś rozgości się na twoim terenie niczym u siebie, i to bez ciebie. Tak właśnie z czegoś, co było twoje, zostaniesz wyeliminowany! Choć wcześniej nie dostałeś niczego, to nie dość, że ktoś z tobą niczym się nie podzielił, to jeszcze bezceremonialnie przywłaszczył sobie i zabrał to, co twoje, uważając, że ma do tego pełne prawo, gdyż formalnie przecież nic nie należało do ciebie. Nazywam to wrogim przejęciem.

To normalne, że twój teren, czyli wszystko to, co wcześniej było tylko twoje, powinno stać się wspólne i pachnieć już nie tylko tobą. To normalne, że w takich okolicznościach, nawet wówczas, gdy będziesz gdzieś tylko sam, to i tak wyczuwalna będzie obecność tej drugiej, bliskiej osoby. Wręcz wydawać się może, że oto odwrócisz się i ją ujrzysz.

Te wszystkie wspólne miejsca, jakże wspaniałe, gdy siebie mamy, stają się pułapką pełną wspomnień, w które wpadamy, gdy najbliższa osoba już zniknie z naszego życia. Teren, po którym się poruszamy, stąpamy, ten prywatny i publiczny, staje się wtedy bolesnym doświadczaniem samotności, pustki. Nie wiadomo kiedy łzy napływają do oczu i robi się bardzo smutno. Wspólnoty już nie ma i teraz ten sam teren trzeba odzyskać z powrotem wyłącznie dla siebie. To konieczność, która jest jak wyrywanie części serca – proces trudny, bolesny, ale konieczny, by dalej móc normalnie żyć.

Niczym na dawnej kasecie magnetofonowej, na tym, co wcześniej było nagrane, trzeba zapisać nowe dźwięki, czyli nowe wspomnienia, skojarzenia, doświadczenia i tym samym zakasować te stare. Ale… niestety, nie jest to ani łatwe, ani proste, i może potrwać..., nawet kilka lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz