Wcale nie trzeba wojny, by w
głowie ciągle słyszeć eksplozje, bliższe lub dalsze BUM! BUM! Nieustannie,
jedna po drugiej, ciągle wybuchają jakieś bomby, powodując zniszczenia. To
niekończący się huk. I nawet wtedy, gdy jest cisza i nic nie wybucha, to i tak ciągle
jeszcze trzeba zmagać się z echem minionego, zatrważającego hałasu. Obezwładnia
i przeraża wszystko to, co dzieje się wokół, tempo i szaleństwo nieustannych
zmian. Jesteś gdzieś pomiędzy poddaniem się i całkowitą kapitulacją a walką o
siebie, życie i jego dobrą jakość. Tymczasem jest tylko jakoś, tak se, i ani
grama lepiej. Każdy następny wybuch przywołuje te poprzednie, wcześniejsze, co
staje się trudne do zniesienia, tym bardziej, że nie widać końca zarówno tego
bombardowania, jak i jego echa. Nie wiadomo kto lub co, kiedy, skąd i gdzie zaatakuje.
A może atak okaże się obroną, a obrona atakiem? Co znowu się wydarzy? Dokąd
uciec i gdzie się schować? Po co to wszystko i jak długo jeszcze?
STOP! Zatrzymać to szaleństwo! Dość
już tych zniszczeń, katastrof, cierpienia! „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat,
ja wysiadam”...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz