Wygrana uskrzydla, dodaje
lekkości bytowi, który czasami potrafi dać w kość. Jest tym milsza, gdy przychodzi
z zaskoczenia, ale i ta, skrupulatnie i konsekwentnie wypracowana, ta zasłużona
też przynosi radość, satysfakcję i zadowolenie. Bycie na szczycie cieszy na
różne sposoby, przynosi prestiż, szacunek i uznanie, zmienia perspektywę
widzenia, ale często też wiąże się z odpowiedzialnością za siebie i innych, zatem
staje się także dużym wyzwaniem, z którym trzeba umieć sobie poradzić. Zwycięzca
– przynajmniej teoretycznie – bierze wszystko, ale tam, gdzie jest główny
wygrany, tam także są przegrani i wszyscy ci, którzy w wyścigu o podium zostali
niżej sklasyfikowani. Czy zatem tych ludzi zwycięzca naprawdę zdoła przekonać i
przyciągnąć do siebie, czy też staną się oni mniej lub bardziej wojującą opozycją?
Wygrany zwykle nie ogląda się za siebie, nawet
jeśli ma świadomość pozostawionego pobojowiska usłanego trupami po wielu
walkach, drobnych i całkiem sporych bitwach oraz wojnach, które ostatecznie
doprowadziły do zwycięstwa. Śpi spokojnie, bo wie, że zwycięzców nikt nie
rozlicza. To oni rozliczają, nawet jeśli nie mają z czego. A gdy kurz opadnie, gdy
skończy się rywalizacja, wówczas trzeba będzie żyć dalej i to najczęściej także
z wcześniejszymi konkurentami i przeciwnikami. Czy uda się zbudować mosty dobrej
komunikacji i konstruktywnego porozumienia? Czy ustaną bitwy i wojny, a te, które
toczyły się wcześniej, zostaną wybaczone i zapomniane? Czy będzie wspólna
przyszłość, czy też raczej co najmniej jakieś dwa odrębne, rywalizujące ze sobą
światy?
W życiu różnie się plecie, dlatego można zarówno wygrać przegraną, jak i przegrać wygraną. Raz odniesione zwycięstwo nie jest bezwzględnie dane raz na zawsze, a będąc na szczycie, można nim się jedynie jakiś czas podelektować. Potem jednak ze szczytu trzeba zejść, a często okazuje się, że zejście jest o wiele trudniejsze od wejścia. Trzeba uważać, by przypadkiem lub celowo, z pomocą innych albo na przykład w wyniku rutyny, raptownie i niespodziewanie nie zlecieć w przepaść – z piedestału prosto w nieznany lub już dawno zapomniany dół.
W życiu różnie się plecie, dlatego można zarówno wygrać przegraną, jak i przegrać wygraną. Raz odniesione zwycięstwo nie jest bezwzględnie dane raz na zawsze, a będąc na szczycie, można nim się jedynie jakiś czas podelektować. Potem jednak ze szczytu trzeba zejść, a często okazuje się, że zejście jest o wiele trudniejsze od wejścia. Trzeba uważać, by przypadkiem lub celowo, z pomocą innych albo na przykład w wyniku rutyny, raptownie i niespodziewanie nie zlecieć w przepaść – z piedestału prosto w nieznany lub już dawno zapomniany dół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz