Są pytania, których lepiej nigdy
nie zadawać, między innymi dlatego, że – jak się może okazać – nie ma na nie
łatwych i prostych odpowiedzi. Ale jeśli już zostaną zadane, na przykład przez
kogoś, to po prostu należy unikać szukania prawidłowej odpowiedzi i jej udzielania.
Dlaczego? Dlatego, że tak może być po prostu łatwiej.
Często zdarza się, że wszystko
jakoś się toczy, kręci w rutynie, powtarzalności, i w zasadzie dobrze lub nawet
bardzo dobrze funkcjonuje. Jesteś w wirze codzienności i normalności. Robisz
swoje i ani nie osiągasz żadnej euforii, ani też – co ważniejsze – nie cierpisz
z tego powodu, aż tu nagle pojawia się ktoś, kto pyta: – Czy masz dla kogo robić
to wszystko, co robisz?
Jeśli od razu, bez namysłu
odpowiadasz: – Tak, mam! – to dobrze, a co jeśli nie wiesz lub nie masz takiej
osoby, jeśli wszystko to, co robisz, musisz robić tylko i wyłącznie dla siebie,
choć wolałbyś dla kogoś, bo to bardziej motywujące?
W jednej chwili, po tym jednym
pytaniu wszystko to, wokół czego się kręcisz, może przestać mieć sens i całkowicie
stracić znaczenie. Nawet bez kogoś obok na stałe też jesteś wiele wart, choćby
tylko dla samego siebie, tyle tylko, że odkrycie tego na ogół jednak jest dość
bolesne. Potem przychodzi oswojenie i zapomnienie. I znów wszystko zaczyna się jakoś
toczyć, co przecież może być drogą prowadzącą do zmian. W końcu nigdy nie
wiadomo, co się dalej stanie, kogo jutro poznamy i co z tego wyniknie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz