wtorek, 2 grudnia 2025

Strachliwy

Strachliwy cierpi na strach przed nazwaniem rzeczy po imieniu. Ciągle znajduje powody, by rzeczy ważnych, problemowych i trudnych nie nazywać wprost takimi, jakimi są. Za wiele kombinuje i w związku z tym przekombinowuje. Myśli sobie, że gdy nie wypowie na głos tego, co się dzieje, to nie będzie problemu lub ten sam zniknie, rozpłynie się w nicości. A tak to nie działa.

Zwykle ten jakoby strachliwy człowiek wcale za takiego nie uchodzi, ale potrafi się zaciąć lub zafiksować na przykład na jakimś jednym temacie, choćby tak ważnym, jak zagrażająca życiu choroba. Lawirują i krążą gdzieś wokół niczego. Zmieniają temat i stosują różne uniki, a otoczenie – to bliższe i dalsze – nie jest w stanie domyślić się o co chodzi. Ucieczka od odpowiedzi na zadawane pytania niczego nie ułatwia. Sprawy, nawet te niewielkie, proste i w zasadzie od ręki do załatwienia, zaczynają urastać do dużych rozmiarów, ponieważ pojawia się brak zrozumienia.

Milczenie strachliwego nie przynosi żadnych podpowiedzi dotyczących właściwych interpretacji postępowania. Pomiędzy dwojgiem ludzi pojawia się zupełnie niepotrzebny mur trudny lub wręcz niemożliwy do przeskoczenia. Tak powstaje coraz większy dystans, a potem może nawet złość chcącego pomóc, wynikającą z obojętności i odstawienia. Czy przestał być godny, by uczestniczyć w życiu strachliwego, w jego wzlotach i upadkach, dobrych i złych chwilach?

Na takim zachowaniu wszyscy tracą. Nie ma komunikacji, możliwości dogadania się i porozumienia. Zachodzi akcja, na którą brak reakcji. Może to ma być ucieczką strachliwego przed samym sobą i innymi ludźmi, którzy w takiej sytuacji chcą być z nim? Może mógłby on, czego nie chce, ulec jakimś namowom?

Ta cała sytuacja jest jak wyłączenie światła w pokoju przez strachliwego, który wychodzi i pozostawia w ciemnościach tego, kto w pokoju zostaje. Kto jest w stanie zrozumieć po co to robi, no i co w tym chodzi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz