Pierwsze
skojarzenie, jakie ma się z niespodzianką, jest zawsze optymistyczne.
Niespodzianka jawi się niczym nagroda, która spada nieoczekiwanie i
niezapowiedzianie, uszczęśliwiając i wprawiając w dobry nastrój. Tyle tylko, że
to wcale nie jest takie oczywiste ani jednoznaczne, gdyż jest zaledwie jedną z
opcji tego, czym niespodzianka może być, ale wcale nie musi. W końcu to, co dla
jednego będzie miłą niespodzianką, dla kogoś innego może być nawet całkiem sporą
przykrością albo choćby tylko rozczarowaniem, a wtedy nie ma mowy o czerpaniu z
niespodzianki przyjemności. W takim przypadku można, co najwyżej, robić dobrą
minę do złej gry, czyli udawać przyjemność, by nie pokazać po sobie uczucia
zawodu i by tym samym nie sprawić przykrości komuś, kto chciał być naprawdę
miły i zrobić nam cudowną niespodziankę. Trzeba wszak pamiętać, że
niespodzianką nie musi być coś tylko i wyłącznie miłego, ale również coś
nieprzyjemnego, co bywa szykowane komuś przez kogoś z taką samą, a może nawet i
z jeszcze większą pasją niż przyjemność.
W ramach prezentów-niespodzianek, czyli takich niezapowiedzianych, robionych bez pytania o potrzeby obdarowywanego, moja mama kupiła kiedyś swojej bratowej prezent na imieniny. Już nawet nie pamiętam, co to było, ale pamiętam, że 2 lata później ten sam prezent wrócił do mamy, też na imieniny. Ubaw był przedni.
OdpowiedzUsuńŻyczę naprawdę trafionych prezentów pod choinką! :-)